O autorze
Ksiądz Wojciech Lemański (1960) - proboszcz parafii Narodzenia Pańskiego w Jasienicy. Za swoją działalność na rzecz poprawy stosunków polsko-żydowskich odznaczony medalem przyznawanym przez Stowarzyszenie Żydów Kombatantów i Poszkodowanych w II Wojnie Światowej i przez prezydenta Lecha Kaczyńskiego Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski.

Kuria biskupia

Przez ostatnie miesiące mamy we wszystkich prawie mediach przyspieszony kurs kościelnej terminologii. Jeszcze nie tak dawno mało kto wiedział, co to takiego: rekurs, suspensa, administrator, kanclerz, procedura kanoniczna, kongregacja czy dyspensa. Nagle, w obliczu kolejnych zdarzeń, żeby nie napisać afer, z udziałem duchownych, przychodzi rzecznikowi KEP i innym znawcom kościelnej kuchni tłumaczyć, czym prałat różni się od kanonika, a biskup od arcybiskupa. Media nieobeznane z taką frazeologią popełniają gafy jedna za drugą, ordynariusza nazywając metropolitą, zaś przewodniczącego KEP myląc z tejże KEP sekretarzem generalnym. Mają w tym zamieszaniu swój udział i niektórzy kościelni spece, wypowiadający się w mediach bez ładu i składu. Poopowiadajmy więc o kościelnej kuchni, bo wkrótce znów może się to komuś przydać.

Co to takiego kuria? To urząd, który umożliwia biskupowi kierowanie powierzoną mu diecezją. Nikt o zdrowych zmysłach nie każe przecież biskupowi jednoosobowo zarządzać kilkudziesięcioma parafiami, kierować działaniami kilkuset księży oraz wielu instytucji diecezjalnych.



Ja, co prawda, spotkałem się już z działalnością takich jednoosobowych kurii biskupich na Białorusi czy w Rosji, ale to były początki odtwarzania tam struktur kościelnych. W Grodnie u arcybiskupa Kondrusiewicza kuria, archiwum diecezji, sekretariat, a chyba i sąd biskupi mieściły się w dwóch ciasnych pokoikach, które były zarazem sypialnią arcybiskupa i pokojem gościnnym dla interesantów przewalających się każdego dnia przez tamten dom. Podobnie było przez długie lata w Pińsku u kardynała Świątka. Czasem kardynał mówił nawet, że całą kurię zabiera ze sobą w teczce, zwłaszcza, gdy wyjeżdża z Pińska na dłużej.

W Polsce najpierw zapisała się w mojej pamięci kuria biskupia na ul. Miodowej w Warszawie. Ta sama, w której aresztowano Prymasa Wyszyńskiego i z balkonu której pozdrawiał wiernych, powróciwszy do stolicy po latach internowania przez ówczesne władze komunistycznej Polski. Niby duży gmach, ale kojarzył mi się jakoś niezwykle ciepło i przyjaźnie.

Może dziś w podobny sposób kojarzy się komuś kuria diecezji warszawsko-praskiej na ul. Floriańskiej. Mnie niestety nie. Myślę, że dobrych wspomnień ze spotkań w tej kurii nie zabrali ze sobą również Wojciech Tochman - autor książki o rzezi w Rwandzie oraz psycholog Marek Sułkowski – ten, który od trzech lat wzywał naszego biskupa do odsunięcia od pracy z dziećmi i młodzieżą księży oskarżanych o pedofilię. Nie zabrały z tego gmachu dobrych wspomnień kobiety zgłaszające napastowanie przez księdza, parafianie przywożący do kurii pijanego w sztok dziekana, delegacje z Jasienicy, z Otwocka, z Duczek i z wielu innych parafii, odprawiane z tego gmachu z niczym. Najczęściej tym odprawiającym był znany już całej Polsce ksiądz kanclerz Wojciech Lipka, najbliższy współpracownik biskupa. Ale mieli tu swój udział i wikariusz generalny, i sekretarz, i diecezjalny ekonom, i referent do spraw... Może stosunkowo najmniej ma w kurii do powiedzenia furtian, który wie tylko kogo wpuszczać, a kogo nie, i ceremoniarz biskupi, bo ten w naszej diecezji zajmuje się zupełnie inną działalnością.

Kurialiści spotykali się z biskupem niemalże każdego dnia. Każdą decyzję, każdy dekret, każde pismo uzgadniali i wspólnie podpisywali. Arcybiskup Hoser najwyraźniej od lat darzył swoich kurialnych współpracowników absolutnym zaufaniem. Nic, ani głupie i obraźliwe wypowiedzi ks. kanclerza, ani jego aroganckie wpisy na stronie diecezji, ani krzywdzące decyzje, ani wołające o pomstę do nieba zaniechania, jakich się dopuszczano w kurii, nie było w stanie tego zaufania podważyć. Jakiś czas temu proponowałem zaproszenie watykańskiej komisji, by przyjrzała się działaniom naszej kurii. Taka komisja bez trudu znalazłaby ujawniony przez TVN przypadek pedofilii i niestety wiele różnych innych kłopotliwych spraw.

Jeśli przez ostatnich pięć lat kierowania diecezją warszawsko-praską ta ekipa dopuszczała się takich zaniedbań i zaniechań, podejmowała decyzje i była autorką oświadczeń i wypowiedzi szkodliwych dla Kościoła, to może znak, że zadanie kierowania diecezją po prostu tych ludzi przerosło. Może więc warto, by kurię warszawsko-praską zapakować w teczkę, jak tę kardynała Świątka z Pińska i zastąpić inną, mniej sfatygowaną.

http://www.ksiadzlemanski.waw.pl/
Trwa ładowanie komentarzy...