O autorze
Ksiądz Wojciech Lemański (1960) - proboszcz parafii Narodzenia Pańskiego w Jasienicy. Za swoją działalność na rzecz poprawy stosunków polsko-żydowskich odznaczony medalem przyznawanym przez Stowarzyszenie Żydów Kombatantów i Poszkodowanych w II Wojnie Światowej i przez prezydenta Lecha Kaczyńskiego Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski.

Zstąpić do piekieł

„Umarł także i bogacz i został pogrzebany. Gdy w Otchłani, pogrążony w mękach, podniósł oczy, ujrzał z daleka Abrahama i Łazarza na jego łonie. Zawołał: (…) Proszę cię Ojcze, poślij Łazarza do domu mego ojca. Mam bowiem pięciu braci, niech ich przestrzeże, żeby i oni nie przyszli na to miejsce męki ” / Łk 16, 22-23 i 27-28/



To przypowieść, zdawać by się mogło, jak wiele innych opowiedzianych przez Nauczyciela z Nazaretu. Naucza o bogactwie i ubóstwie, o wzajemnych relacjach oraz ich konsekwencjach sięgających wieczności. Przypomina, że trzeba mieć oczy szeroko otwarte, by dostrzec tych, którzy czekają u bram naszego podwórza, u drzwi mieszkania, są tuż obok, ze swoją słabością, niedostatkiem, biedą. A jednak jest w tej przypowieści jakieś zupełnie niezwykłe wejrzenie w rzeczywistość, którą znamy tylko z religijnych obrazów, a którą zwykliśmy nazywać piekłem. Jedni nazywają ten stan potępieniem, inni wieczną męką, a jeszcze inni otchłanią. Bułhakow w jednej ze swoich powieści znajduje nawet w piekle boskie miłosierdzie dla niechlubnego bohatera, pozwalając mu w pewnym momencie rozsypać się w proch. Trochę to takie biblijne, wszak „z prochu powstałeś i w proch się obrócisz”, i czerpiące z bogactwa miłosiernego Boga, Który nawet dla największych grzeszników ma nie tyle litość, ile pełne dobroci boskie rozwiązania. To, co po ludzku wieczne i niezmienne, dla Boga wszakże może mieć swoją chronologię, swój kres, swoistą, to znaczy boską, logikę.

Chciałbym, abyśmy dzisiaj zwrócili uwagę na drugą prośbę człowieka, który sobie i Bogu znanymi drogami trafił do piekła, gdzie cierpiał straszliwe pragnienie i pogrążony był w jakichś niewymienionych w tym tekście mękach. Stało się, spierał się nie będę z Najwyższym, Który zapewne z rozstrzygnięciem losów tych dwóch, to znaczy Łazarza i bogacza, musiał mieć coś wspólnego. Jezus wspomina, co prawda, że to apostołowie zasiądą na dwunastu tronach, by sądzić dwanaście pokoleń synów Izraela, ale to tekst niełatwy i na zupełnie inne rozważanie. Bo niby które izraelskie pokolenie miałby sądzić ten, który Jezusa sprzedał za 30 srebrników? Choć po tym, co przeżył, mógłby być sędzią pełnym wyrozumiałości i miłosierdzia. A kto miałby sądzić te pokolenia, które do synów Izraela nie należą, a na Sądzie Ostatecznym zgodnie z katechizmowymi prawdami zapewne staną? A nie mówiłem, że wiele tu ciekawych kwestii - ale nie na teraz.

Otóż według naszych wyobrażeń piekło należy się tym, którzy w wielkiej rzeczy okazali się niegodni, niesprawiedliwi, mściwi, bezduszni, okrutni, nieludzcy... Byłoby przecież nie po ludzku, a tym bardziej nie po bożemu, wtrącić kogoś do piekła za skwarkę pływającą w zupie w dzień postny, albo za omijanie niedzielnych zebrań wspólnoty, w której od miesięcy najważniejszym tematem kazań jest niespłacony dług pewnego kościelnego wydawnictwa. Myślę więc, a nawet jakoś jestem wewnętrznie przekonany, że trafił ów człowiek do otchłani nie za to, że był bogaty, albo, że potrafił bawić się świetnie, albo też, że mieszkał w pałacu, nawet nie apostolskim, i że miał przed tym pałacem bramę, zapewne nie spiżową, przy której leżał Łazarz. Musiał na te wieczne męki zasłużyć sobie w jakiś inny i to znaczący sposób. Podobnie zresztą jak Łazarz na swoje wywyższenie. Choroba, nędza i inne tego rodzaju życiowe doświadczenia mogą przecież stanowić dla człowieka równie dobrze przepustkę do raju, jak i do rzeczywistości zupełnie do raju niepodobnej. Wierzymy, a raczej mamy nadzieję, że wieczność jest sprawą zbyt ważną, by decydowały o niej pomyłki, zaniedbania, niedopatrzenia i słabości. Tak jak za darmo zazwyczaj nie nagradzamy i nie wieszamy złotych medali wszystkim uczestnikom maratonu. Podobnie powinno być również z karą i to nie tylko dożywotniego, ale wiecznego potępienia. Swoją drogą to intrygujące, że człowiek stworzony przez Boga zauważył, że dożywocie jest karą mało humanitarną. Może więc i komentatorzy Biblii zweryfikują system penitencjarny obowiązujący w zaświatach.

A teraz do meritum naszego rozważania. Ten cierpiący w Otchłani bogacz nie jest ukazany przez Jezusa jako zamknięty w sobie egoista, który do diabelsku chciałby swoje wieczne odrzucenie zaszczepić innym. Skoro ja nie będę świetnie się bawił na wiecznej uczcie w Domu Abrahama, Izaaka i Jakuba, to niech im tam pieczyste się przypali, ryby niech im ością staną w gardle, a muzycy niech fałszują jak na weselu o świcie. Ten bogacz nie jest zepsuty do szpiku kości. Nie znamy nawet jego imienia, ale wiemy od Jezusa, że miał pięciu braci, o których nawet w ogniu nieugaszonym myślał z zatroskaniem. Tylko pięciu, a gdyby było ich dwa razy tylu, to mogliby stworzyć minjan i skutecznie pomodlić się za swojego brata. Swoją drogą ciekawe, czy Jezus, zgodnie z katechizmem religii katolickiej zstępując do piekieł, szukał potępieńców, w sercach których pozostało jeszcze takie dobro, jak w sercu owego bogacza z przypowieści. Czytałem, że wielu świętych już rozważało taką potrzebę.

/ źródło-www.ksiadzlemanski.waw.pl /
Trwa ładowanie komentarzy...